Leśne Apartamenty Strażnica

Kto za tym stoi?

Dziś oddaję głos Ewie. Nikt lepiej niż ona nie opowie tej historii. Ja po jej przeczytaniu myślę sobie: można wszystko!

Dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką zapisałam się do kółka geograficznego. Prowadził je pan Adam, który chciał nam zaszczepić miłość do gór i robił to bardzo konsekwentnie. Już w podstawówce przewędrowałam większość polskich gór i zakochałam się w tych wędrówkach, w dreptaniu z plecakiem, w spaniu w schroniskach i gotowaniu na ognisku. W górach poznałam też Piotrka. Jeździliśmy w nie razem, najpierw jako znajomi, potem koledzy, aż wreszcie jako para. Z uwagi na to, że mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach (ja w Krakowie, on we Wrocławiu), nasze spotkania planowaliśmy gdzieś pomiędzy i najczęściej były to Beskidy. Atmosfera pustych (po sezonie) beskidzkich schronisk była zupełnie niezwykła. Chodziliśmy też po innych górach, jeździliśmy w Tatry, Bieszczady, Sudety, na Fatrę i w Alpy. Podczas tych wędrówek mijaliśmy drewniane domy skryte gdzieś przy szlaku i głośno marzyliśmy o tym, że kiedyś w przyszłości też będziemy mieć taki domek w górach, będziemy w nim spędzać weekendy i zapraszać przyjaciół. Raz nawet wspólnie ze znajomymi (bo wszyscy byliśmy wtedy biedni jak myszy kościelne) nadaliśmy kupon totolotka, uroczyście przyrzekając, że jeżeli wygramy, to za całą kasę wspólnie kupujemy/budujemy chatkę w górach. Niestety nic nie wygraliśmy.

Minęło kilka lat, Piotr zaczął prowadzić podupadającą rodzinną firmę, ja znalazłam dobrze płatną pracę w korporacji. Wzięliśmy ślub, na świecie pojawiła się nasza córeczka. Marzenia o domu w górach oddaliły się, skupiliśmy się na tworzeniu rodziny, rehabilitacji córki (to bardziej ja), rozwoju firmy (to Piotr). Już wtedy wiedziałam, że nie wrócę po macierzyńskim do pracy w korpo i szukałam pomysłu na siebie. Myślałam o własnej firmie. Jednak decyzja o powiększeniu rodziny wydała nam się tą najciekawszą z różnych możliwych wtedy opcji.

Kiedy byłam już w ciąży z synkiem, ale jeszcze o tym nie wiedziałam, odkryliśmy w internecie ogłoszenie o sprzedaży mieszkania powojskowego w Zieleńcu. Starostwo informowało o przetargu na jedno z mieszkań w starej wojskowej strażnicy. Tak dziwnie się złożyło, że praktycznie nie znaliśmy Zieleńca ani Gór Orlickich. To miejsce niejasno nam się tylko kojarzyło z narciarstwem (wtedy nie byliśmy wielkimi fanami). Jednak jakieś przeczucie nam mówiło, że warto sprawdzić tę ofertę i umówiliśmy się na spotkanie z urzędnikiem Starostwa. Był marzec. Było zimno, szaro i mokro. Budynek był opuszczony przez wojsko od kilku lat. Obiektywnie rzecz biorąc, był to wielki, pusty, ponury,  trochę już zniszczony dom, ze śladami wieloletniej obecności pograniczników (30-metrowy maszt radiowy w ogrodzie, kraty w oknach, opuszczone pomieszczenia). Ja jednak wtedy stanęłam tam, spojrzałam na las, na sąsiednie 2 piękne budynki, wzięłam głęboki oddech i poczułam, że to jest to miejsce, to właśnie jest to miejsce, którego  kiedyś, przed laty, szukaliśmy. O którym kiedyś marzyliśmy, choć skala tego domu  była zupełnie  inna.  Zobaczyłam jasno i wyraźnie cały potencjał tego miejsca. Była to jedna z takich chwil, w której wiesz, że całe Twoje życie właśnie się zmienia. Że wszystko wywraca się do góry nogami, a Ty czujesz jednocześnie wielką radość i wielką niepewność i wiesz już na pewno, że innej ścieżki już nie ma, bo ta właśnie jest jedyną właściwą, jedyną słuszną i tak naprawdę Twoją. Pozostało mi jeszcze przekonać do pomysłu męża. Do dziś jestem wdzięczna, że zaufał wtedy mojej intuicji. Właściwie cała rodzina pukała się w głowę, nasi rodzice byli, delikatnie rzecz biorąc, przerażeni (szczególnie moja mama, kiedy okazało się, że jestem w 3 miesiącu ciąży). Radzili nam zająć się “normalnym życiem”, a nie jakimiś szalonymi pomysłami. Część znajomych nie komentowała tych decyzji, a moja przyjaciółka stwierdziła spokojnie: albo to będzie wielka klapa, albo to Wam się uda. Szczerze mówiąc, opinie innych wtedy nie były nam potrzebne już do niczego. Czuliśmy wspólnie, że stoimy przed wielką szansą na zmianę i mieliśmy w sobie wiarę, że nam się uda.  Stanęliśmy (jako firma) do przetargu o pierwsze mieszkanie, potem drugie, trzecie. Nie było innych zainteresowanych poza nami.  W czwartym mieszkaniu mieszkał sąsiad, który po 2 latach odsprzedał nam swoje mieszkanie. Było to dokładnie w dniu moich urodzin, kiedy staliśmy się właścicielami całej Strażnicy. Nasza radość była wielka! Z zapałem wzięliśmy się za porządkowanie ogrodu, remont parteru, piętra, piwnic i poddasza.  Siedzieliśmy nad planami z architektem. Projektowałam wnętrza, Piotr ogarniał wszystkie kwestie budowlane. Już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy, by było to miejsce przyjazne rodzicom z dziećmi (to było nam najbliższe, w końcu sami mieliśmy dwójkę malutkich dzieci). Z czasem dokupiliśmy kawałek lasku, który znajduje się tuż obok naszej działki.

Początkowo planowaliśmy przeprowadzkę do Leśnych, ale urodziny synka i rehabilitacja córeczki zweryfikowały nasze pomysły. Zdecydowaliśmy się, że będziemy dzielić życie między Leśne a nasze życie w mieście. Znaleźliśmy bardzo fajną, utalentowaną plastycznie koleżankę  do współpracy. Właśnie straciła pracę, a my szukaliśmy kogoś kreatywnego. Poza tym, po pierwszym szoku, baardzo w całym przedsięwzięciu pomagali  i pomagają nam rodzina i przyjaciele.

Przez 5 lat od powstania Leśnych przyjeżdżają do nas cudowni goście, z którymi się przyjaźnimy. Spotykamy się tu  z rodziną, z przyjaciółmi, nasze dzieci spędzają dużo czasu na świeżym powietrzu z rówieśnikami, odkrywają las, zaczynają poznawać góry.  Powoli ten najtrudniejszy czas – remontowania, poznawania nowej zupełnie dla nas branży, wczesnego dzieciństwa naszych dzieci kończy się. Jest nam coraz łatwiej. Mamy czas również na swoje pasje. Ja piszę i fotografuję. Zostałam  współautorką przewodnika po Wrocławiu. Piotr wrócił do wspinaczki skałkowej i rozwija nadal firmę rodzinną.  Ja jestem menadżerką Leśnych, zajmuję się marketingiem i sprzedażą noclegów, ogarniam media społecznościowe, prowadzę bloga, pracuję nad rozwojem marki i ciągle wymyślam nowe pomysły i szukam fajnych, kreatywnych ludzi do współpracy. Piotr czuwa nad stanem technicznym obiektu, ogarnia też kwestie czysto księgowe. Nasza kochana Pani Sabinka czuwa bezpośrednio nad dobrostanem gości, prowadzi warsztaty dla dzieci, opiekuje się ogrodem i dba o sprawy porządkowe. W naszym dream teamie jest też Asia, która latem prowadzi zajęcia dla dzieci i pisze gościnne posty na blogu,  Grzesiu -pszczelarz, który wspiera nas od początku istnienia Leśnych dobrą energią, a naszym gościom dostarcza miód ze swojej pasieki, Nadia, która zaprojektowała dla nas Leśne Zoodiaki, Leśne Kartki i która ma jeszcze wiele nowych pomysłów czekających na realizację. Jest i Marcin, i Patrycja, i Dagny z Marcinem, i Gosia, i Paweł, Kasia, Marta i Rafał, który warzy u nas pyszne domowe piwa i wiele jeszcze osób, które dają nam mnóstwo dobrej energii. Mamy też najfajniejszych gości na świecie i to jest w naszym życiu najlepsze. Pracujemy dla fajnych ludzi, przemiłych, wrażliwych na piękno natury, klimat starego domu. Kontakt z nimi daje nam poczucie sensu i ogrom radości. Cieszymy się codziennie i jesteśmy szalenie wdzięczni, że pracujemy z tak fajnymi ludźmi i dla tak fajnych ludzi.

Leśne Apartamenty Strażnica
Napisz do nas

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij