U Lokusza

Kto za tym stoi?

Kasia i Lokusz – wspólnie prowadzą otwarty dom w Sudetach i zajmują się przydomowym ogrodem, który jest niezastąpiony, gdy najbliższy sklep oddalony jest o 10 km. Lokusz zajmuje się zwierzakami, doi codziennie kozy, karmi koty i psa. Jego miłością są konie – to im poświęca najwięcej czasu. Stali bywalcy mówią, że jest zaklinaczem koni, choć jak mówi Kasia, nie tylko zaklęcia docierają do niej do domu. Praca z końmi jest bardzo ciężka, więc zaklęcia czasem zamieniają się w konkretne przekleństwa;) Lokusz robi też pyszne sery kozie i dba, aby w domu było ciepło – a to jest wyzwanie, gdy pali się w starych piecach. Kasia swoje serce zostawia w kuchni. Zajmuje się domem: gotowaniem i sprzątaniem, tworzeniem atmosfery tego miejsca. To taki house manager, który nakarmi Was warzywami z domowego ogrodu, których smaku nie da się porównać z niczym innym. Zajmuje się również promocją domu, kontaktem z gośćmi, wiecznie chodzi z aparatem, prowadzi Facebooka, który stał się właściwie ich osobistym pamiętnikiem, dokumentującym ich początki.

A jakie były te początki?

Na początku było zupełnie inne życie. A później przyszedł stres, który osiągnął taki poziom, że nawet widok za oknem wywoływał smutek. Przyszedł czas na ucieczkę.

Gdy nadszedł czas na zmiany, poszli na całość. Postawili na zupełnie nieznane im Sudety. Przez 3 lata każdą wolną chwilę przeznaczali na szukanie swojego miejsca. Ten region zupełnie ich zaskoczył bogactwem zamków, pałaców, przyrody. Ale szukanie nie było łatwe. Musieli znaleźć duży kawałek ziemi, dobry nie tylko dla nich, ale odpowiedni również dla koni. W końcu udało się znaleźć teren z poniemieckim domem do remontu w Potoczku – małej, uroczej wiosce z kilkoma domami, górskimi strumykami, otoczonej lasami i łąkami. Urzekła ich cisza i spokój. I takie jest to ich życie „po mieście” spokojne, bardziej świadome, pełniejsze, uzależnione od przyrody – od jej cyklu. Oczywiście oboje są świadomi, że miasto daje wiele możliwości, ale pęd życia i stres sprawiał, że kiedyś mając pod nosem kino czy teatr, wcale nie korzystali z nich tak często, jak mogłoby się wydawać. Gdy mieszka się na pograniczu, wyprawy do kina to niezła przygoda, nieraz planowana ze znacznym wyprzedzeniem i długo wyczekiwana. Oboje bardziej teraz doceniają wspólne wyjazdy i to, co miasto może im zaoferować.

Prowadzenie otwartego domu na samym początku nie było zbyt łatwe. Lokusz był przyzwyczajony, ponieważ przez wiele lat prowadził podobne miejsce w Beskidzie Niskim, jednak dla Kasi to był mały szok. „Nagle po Twoim domu chodzą ludzie, których nie znasz, dzielisz się z nimi niemal każdą przestrzenią. Twoja swoboda zostaje jakby zachwiana, bo ciężko biegać w majtkach po domu jak są goście”. Ale na szczęście ci goście są wyjątkowi.

Kasia i Lokusz mają szczęście do ludzi, którzy przyjeżdżają tam świadomie, z polecenia, nie są przypadkowi. Często zaglądają tu świadomi koniarze, ale też graficy, architekci, filmowcy. Zaglądają tu ludzie o otwartych umysłach, którzy potrzebują złapać oddech i wystarczy im spokój i góry za oknem.

Teraz Kasia i Lokusz przygotowują się do wielkich zmian w swoim domu, do porządnej rewolucji. A my z niecierpliwością będziemy czekać na efekt końcowy.

U Lokusza

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij