Polna Zdrój

Kto za tym stoi?

Kiedy pisaliśmy z Magdą w sprawie naszego wakacyjnego noclegu w zeszłym roku, po drugiej stronie mieliśmy ciepłą, otwartą, niezwykle przyjazną dziewczynę. A gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że ta dziewczyna potrafi jak czołg stawić czoła wszystkim przeszkodom. W sekundę potrafi zamienić ciepło na konkret i niebywałą siłę. A przy prowadzeniu Polnej musi jej mieć sporo.

Ale od początku. Kochamy Polną całym sercem. Nasze dzieci chcą się tam przeprowadzić. A ja toczyłabym się jak puchata kulka, gdybym tam była dłużej, bo przy stole w Polnej nie jestem w stanie się opanować. Chcę jeść, pić, gadać i tak ciągle…

Dlatego cieszę się jak dziecko, że mogę Wam przedstawić autorów tego cudownego miejsca: Magdę i Mateusza.

Mateusz – architekt. Jeśli nie spotkacie go akurat w Polnej, to pewnie jest gdzieś w świecie i projektuje. Magda – kiedyś, jeszcze w Warszawie, uwikłana w agencję reklamową. Od zawsze uwielbia gotować, ciągle się uczy, podgląda i karmi przyjaciół.

Gdy mieszkali i harowali w Warszawie, szukali inwestycji na przyszłość, na kiedyś. Chcieli mieć miejsce blisko parku krajobrazowego, rezerwatu ptactwa, miejsca wolnego od agresywnej gospodarki rolnej, na uboczu.

Agent pokazał im Wleń. To był luty, a miejsce wyglądało niezwykle brzydko. Bez śniegu, buro, szaro…Ale oni, nie wiedzieć czemu, się zakochali. A jak się później okazało, ziemia oddała im tę miłość z nawiązką.

Wleń już był i miał czekać na lepsze czasy. Ale….Magda zaszła w ciążę. Zrozumiała, że nie chce wychowywać dziecka zza biurka agencji, nie chce być matką wydającą polecenia niani. Miejsce już miała. Trzeba było tylko, albo aż, zacząć realizować swoje marzenia o domu na uboczu, daleko od miasta. Sielanka. Ale najpierw do tej sielanki trzeba było doprowadzić. Trzeba było odbudować siedlisko, co z opowieści Mateusza wyglądało na mękę pomieszaną z czystym szaleństwem. Magda twierdzi, że ciąża sprawiała, że nie wzruszała jej ta ogromna katastrofa, która działa się wokół nich: problemy budowlane, problemy z pracownikami, topniejące pieniądze. W ciąży osiągnęła stan zen.

A Mateusz z uporem próbował uratować budynek, który zastał w tragicznym stanie. Następnie zaczęli go urządzać. Przeplatając meblami z targów staroci i klasycznie z Ikei. Pomalowali ściany na biało. A stół zbudowali ze starych, odzyskanych belek. Nadal dbają o każdy szczegół. Nawet o wygląd zawieszek do kluczy.

I powstała Polna Zdrój. Mateusz i Magda robią wszystko sami. Gotują, pieką, budują wędzarnię. Magda poznaje lokalne gospodarstwa i regularnie jeździ do nich po ryby, jaja, mięso, grzyby. Zaczyna szaleć w kuchni. Ludzie przyjeżdżają do Polnej często tylko po to, skosztować tej kuchni. Tradycyjnej, opartej na lokalnych produktach, ale z pazurem, trochę wariackiej.

Gdy podglądałam Magdę w wakacje, pomyślałam sobie, że trzeba by ją pokazać, tym wszystkim, którzy siedząc za biurkiem, myślą sobie: kupię siedlisko i będę gościć ludzi, żyć spokojnie i powoli. No niekoniecznie! Praca w takim miejscu to praca 16 godzin na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Zarówno praca fizyczna, ciężka praca w kuchni, do tego maile, kontakty  z ludźmi. Magda twierdzi, że praca w agencji reklamowej to były wczasy;). Oni w Polnej nie odpoczywają, oni sprawiają, żebyście Wy mogli odpocząć.

Ale to dzięki gościom i właśnie takiej pracy mogą podróżować, wykorzystywać wolne chwile do ładowania baterii, do gromadzenia energii, którą później oddadzą Wam, gdy się u nich pojawicie.

Polna Zdrój

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij