Glendoria

Kto za tym stoi?

Jak mówią gospodarze Glendorii, najlepiej wychodzą rzeczy, które lubimy robić. I taka jest Glendoria. To wynik doświadczeń podróżniczych przyjemności.

Artur i Krystyna lubią podróżować. Im bardziej dziko, tym lepiej. Nie dla nich klasyczne hotele czy pensjonaty. Ale pracowali tak dużo i szybko, że w pewnym momencie oni również zaczęli szukać w trakcie podróży trochę wygody. Wiadomo, że nie mogła to być wygoda oczywista.
Doskonałym rozwiązaniem okazał się glamping. Po wizycie w dwóch takich miejscach: www.whitepod.com i www.canvashotel.no już wiedzieli, że to jest to, czego szukali. Nieskażone masową turystyką miejsca połączone z komfortem pięciogwiazdkowego hotelu. Przekonali się również, że Polska wcale nie jest za zimna na tego typu miejsca, a jak pokazał czas, serca Polaków są równie gorące, bo o wolny termin w Glendorii naprawdę jest trudno.
Od końca lat 80. Artur i Krystyna mieli gospodarstwo w Ględach. To tam spędzali większość weekendów i marzyli, żeby kiedyś opuścić Warszawę już tak na stałe. Nie mieli ochoty żyć w wiecznym pośpiechu, stresie i wśród rzadko uśmiechających się ludzi. Wiedzieli jednak, że żyć z czegoś trzeba. I dlatego postanowili stworzyć miejsce, które będzie odzwierciedleniem ich własnych wakacyjnych poszukiwań.
Na początku wymyślili ośrodek szkoleniowy sportów wodnych, taką bazę nurkową, ponieważ Artur jest instruktorem nurkowania. Okazało się jednak, że chętnych do nauki nurkowania wcale nie było tak wielu. Ci, którzy przyjeżdżali, nie do końca potrafili docenić samo miejsce. Artur i Krystyna zrozumieli, że nie o takich gości im chodziło. Otworzyli się na turystów, którzy szukają natury, spokoju, piękna prawdziwej wsi. I tacy goście zaczęli przyjeżdżać. Nieprzypadkowi. Tacy, którzy szukają oryginalnych miejsc, niekomercyjnych, spokojnych, ale trochę jak z bajki.
Z jednej strony goście dostają miejsce, do którego przyjeżdżają w odwiedziny jak do rodziny na wsi. Nie ma regulaminów, hotelowych zasad. Jednocześnie gospodarze zapewniają swoim gościom intymność, nie narzucają się, ale chętnie mogą podpowiedzieć, jak spędzić czas, co ciekawego obejrzeć, podsuną fajną muzykę. A czasem i tak ktoś wyjedzie z certyfikatem nurka, choć wcale tego nie planował. No i karmią, panie pracujące w kuchni karmią jak w prawdziwej dobrej restauracji albo i lepiej, bo bez restauracyjnego zadęcia. Po domowemu, ale z polotem.
Artur i Krystyna przez mieszkańców może na początku byli odbierani jako niegroźni ekscentrycy, którzy podejmują się dziwnych zajęć: hodowania strusi, kursów nurkowania, przyjmowania gości w namiotach za cenę dobrego hotelu, spa w środku lasu. Tacy ludzie o dziwnych pomysłach, którym w dodatku to wszystko wychodzi.
Gospodarze wiedzą jedno, kreatywność, pomysł były ważne, ale bez zaangażowania współpracowników, którzy są w Glendorii od samego początku, takiego sukcesu by nie było na pewno.

Glendoria

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij